Gradanie ZnadPlanszy #86 – Fields of Arle

Ogólnie rzecz biorąc, da się raczej odnieść wrażenie, że pan Uwe Rosenberg przepada za klimatami ściśle rustykalnymi. Nie pierwszy raz bowiem wypuszcza grę, za której podtytuł można by podpiąć parę wersów z Kochanowskiego („Wsi spokojna, wsi wesoła” i tak dalej).

Tak się składa, że dopadliśmy pudło z jedną z jego ostatnich gier. Tak się składa, że pograliśmy w Fields of Arle całkiem sporo i to nie tylko i wyłącznie z recenzenckiego obowiązku. Tak się składa, że udało nam się nawet złapać zupełnie nowy głos do nagrania tego odcinka. Jaki? Wystarczy kliknąć i posłuchać.

Przy okazji czemu by nie polubić naszej stronki na Facebooku i nie zasubskrybować naszego kanału na Youtubie? Zachęcamy 🙂

Prezentacja:

Wersja audio do POBRANIA

Recenzja:

Jeżeli nie wiesz dlaczego gry otrzymują od nas 0, albo 1 zajrzyj tutaj.

Gradanie ZnadPlanszy #86 – Fields of Arle by Gradanie on Mixcloud

Wersja audio do POBRANIA

Dziękujemy wydawnictwu Z-Man Games za udostępnienie gry do recenzji.

  • Dellas

    Na początku chciałbym zaznaczyć, że bardzo lubię Was słuchać i na pewno nie przestanę. I to co zaraz napiszę będzie jedynie moją opinią, którą w żaden sposób nie chcę dotknąć ani werbalnie skrzywdzić. Co więcej wypowiadać się będę o grze, w którą jeszcze nie grałem (czego bardzo nie lubię i nie mam w zwyczaju robić, bo to nie jest za bardzo rzetelne). Nie mam zamiaru wywoływać jakieś wojny czy krucjaty. Po prostu postaram się opisać wrażenia, które odbieram słuchając jako potencjalnie zainteresowany graniem gracz.
    Przepraszam za ten długi wstęp.
    Słuchając Gradania oraz Wasze opinie na temat Fields of Arle i jednocześnie oglądając kontent jak i zdjęcia z gry doznaję poznawczego dysonansu. W mojej ocenie to gra zdaje się dwuosobowym wyścigiem, kto ułoży jak największego pasjansa z kalkulatorem (lub excelem) w ręku. Jeden gracz ma swój zestaw zabawek, które rozwija, tworzy z nich kolejne zabawki, przez co zdobywa coraz więcej tur by mieć jeszcze lepsze zabawki i tak toczy się koło za kołem. Przeciwnik robi dokładnie to samo, tyle że wykorzystuje albo inne zabawki, albo inne miejsca by je przerabiać na kolejne zabawki. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że obie osoby mogłyby by grać same w osobnych pokojach. I to jest kwintesencja tej gry – rywalizacja polega na tym, kto „pierwszy dojedzie do mety” (czyli uzbiera więcej punktów zwycięstwa). To jest już taki susz, przy którym Sahara jawi się jako kąpiel w Termach Bukowińskich. Po Waszej dyskusji i recenzji słowo interakcja przestała istnieć – po prostu jej nie ma – bo za taką nie uważam możliwości zablokowania komuś miejsca w kurniku czy stodole. Porównywanie, albo przy najmniej wymienianie Zimnej Wojny w towarzystwie Fields of Erle nie powinno się nigdy zdarzyć, bo nabiera się mylnych skojarzeń. Zimna Wojna to kwintesencja interakcji, gdzie obie ze stron wymienia się ciosami w każdym swoim zagraniu. Tutaj obie strony nie mogą sobie nawet nafajdać na cudzym polu kukurydzy czy innego zboża.
    Każdy ma swoją koncepcję klimatu i inaczej go czuje, choć jak słuchałem „pasie się baranek na tej grobli”, „masz skórę i robisz z tego sobie buty – i to jesz klimat”, ” jak nie masz siana to jesz zboże – to jest klimatyczne – choć puryści rosenbergowi mogą być oburzeni” – to w głowie mi się tli „chłopaki popłynęli tak daleko, docierając za Atlantyk”.
    Cenię Wasze opnie, rozumiem różną wrażliwość i gusta, ale czy to nie jest za bardzo entuzjastyczna opinia na temat gry, która jest kolejną wariacją tego samego (Agricola, Caverna, Le Havre, Ora et Labora, itd)? Możliwe że autor zmierza do doskonałości, ale to jest kolejna gra o krowach, owcach i rąbaniu drewna.
    Być może wychodzę na dużego ignoranta, ale moja definicja gry planszowej, to przede wszystkim interakcja z tymi, którzy siedzą ze mną przy stole. To jest pojedynek myśli, strategii, sprytu, blefu, odwagi, a także szczęścia oraz przede wszystkim konfrontacja z całkiem odmiennym zestawem myśli, strategii, sprytu, ect… innego gracza(y). Gra z innymi graczami to nie puzzle, czy układanka (nawet najbardziej skomplikowana), wyścig na tylko sobie posiadanym torze. To jest bitwa, choć nie koniecznie w której musi lać się krew (klimatycznie oczywiście) albo współpraca wymagająca wzajemnej interakcji. Gracze mają wpływ na działanie swoich przeciwników/współpracowników, są równocześnie zmuszeni reagować na działanie nie tylko losu, ale także ruchów przeciwnika, co wymusza nie tylko posiadanie strategii, ale bycie elastycznym improwizując swoje działania.
    Fields of Arle to gra na 2 osoby, a zatem już na początku kojarzy mi się z duelem, szeroko rozumianym pojedynkiem. Jednak okazuje się, że tak nie jest. Równie dobrze można w tą grę zagrać solo albo przez telefon, dla mnie wydaje się to bez różnicy, albo jest ona zbyt subtelna dla moich szorstkich zmysłów.

    Po co to wszystko piszę? No właśnie, to bardzo dobre pytanie. W końcu macie prawo recenzować to co chcecie i robicie to doskonale. Jednak moja planszówkowa dusza dzisiaj lekko się wzburzyła i zaprotestowała, może nawet nie tyle za dzisiejszym odcinkiem „Gradania”, a taką koncepcją gry „Fields od Arle” samą w sobie. Może moje podejście do gier stanowi jakąś egzotyczną awangardę lub błądzę w swoich opiniach niczym ślepy szukający objawienia. W każdym razie chciałem się podzielić tym co mnie dzisiaj naszło. Jeśli bardzo się myliłem proszę wyprowadźcie mnie z błędu.

    • Windziarz

      Odpowiem, bo większość tego co napisałeś wyraźnie dotyczy moich słów. Zacznę od tego, nie lubię Agricoli, nie lubię Le Havre, nie lubię Ora et Labora, dwuosobowa Agricola też niekoniecznie mi siadła.
      Klimat w tej grze czuję, bo mechanika powiązana jest z tym czego dotyczy. To nie jest Bora Bora, gdzie stawiasz jakieś ołtarze, kupujesz muszelki i to wszystko nie wiadomo po co, tzn. wiadomo po PZ-ty. Tutaj pola akcji tworzą bardzo logiczną spójną całość, czego np. w Cavernie w ogóle nie czuję. Tutaj jak mam więcej łopat to szybciej osuszam pole, jak mam więcej / większe piece, to wypiekam więcej pieczywa. Jak mam wóz i jadę nim do miasta i wiozę bawełnę to z miasta przywożę koszulę. Dla mnie to trzyma się kupy, a ponieważ w większości gier euro się to nie trzyma lub jest przyszyte grubymi nićmi, tym bardziej doceniam Fields of Arle. Rozumiem, że mówiłem o grze bardzo optymistycznie ale to wynika z tego, że jest to świetne euro.
      Co do interakcji, to jak w każdym euro, zablokuje Ci pole, wezmę jako pierwszy ten budynek itd. To jest standardowa interakcja w euro i tutaj jest ona świetnie uwypuklona. Tzn. faktycznie podbieranie pól i działań działa tu przeciwko drugiej osobie. Nie zgodzę natomiast z opinią, że jest to pasjans. Część wspólna jaką jest plansza, kończące się zasoby, pojedyncze pola akcji to wszystko zaprzecza temu stwierdzeniu. Tutaj jest bardzo porządna dawka eurowej interakcji.
      Jako, że nie lubię większości znanych i uwielbianych dzieł Rosenberga, a FOA szczególnie przypadło w moje gusta, to ocena tej gry może wydawać się jako zbyt pochlebna i huraoptymistyczna. I faktycznie taka jest.
      Porównanie do Zimnej Wojny to porównanie gier dwuosobowych, czyli takich gdzie 2 osoby to idealna liczba graczy. Faktycznie tematycznie, mechanicznie te gry są zbyt dalekie by w jakikolwiek sposób je porównywać.

      Dzięki za komentarz, naprawdę świetnie się tego czytało.

      • Dellas

        No właśnie chyba różnimy się tym, jak postrzegamy klimat w grze. Może to kwestia innego przesterowania słownika jakim się posługujemy. To, że pozyskujemy drewno i potem idziemy z tym do tartaku, czy zboże nosimy do młyna nie znaczy dla mnie, że to ma klimat. Owszem zachowana jest – nazwałbym to – przyczynowo skutkowość: surowiec/budynek – czynność, ale nadal jest to suche „piłowanie” punktów zwycięstwa. W grach euro zbiera się te nieszczęsne punkty, ale są przecież gry ładniej opakowane – no właśnie – „klimatycznie”? No dla przykładu podam choćby ostatnio recenzowane przez Gradanie Age of Empires – też uważam to za suchą grę, którą raczej nie pałam zagrać kolejny raz, ale klimatu tam jest dość sporo (poczucie eksploracji, stosunków metropolia/kolonia, wojny kolonialne – no może przeginam w drugą stronę…).

        >nie lubię Agricoli, nie lubię Le Havre, nie lubię Ora et Labora, dwuosobowa Agricola też niekoniecznie mi siadła.

        No chyba właśnie nie czuje tej różnicy pomiędzy tymi grami. Jak wspomniałem wyżej są one dla mnie non stop piłowaniem PZtów, aż lecą wióry (suche 🙂 ). I nie jest to złe same w sobie. Dla mnie jest to po prostu nudne. A przecież są gry, gdzie zdobywa się punkty zwycięstwa, a są to tytuły mięsiste z krwi i kości (choćby wymienię w pierwszym szeregu: Eclipse, Shogun, Chaos w Starym Świecie, Smallworld, Mage Knight – pytanie czy to są euro czy nie – nawet nie jestem pewien czy chcę rozpoczynać dyskusję na ten temat 😛 ) – fakt, stosowane tam mechanizmy są zdecydowanie inne niż worker placement, przez to może bardziej ciekawsze. I nie to że stygmatyzuje gry na euro i te lepsze. Raczej wolę dzielić je na dobre i złe (dlatego Wasza skala ocen 0-1 bardzo mi odpowiada). Lubię jak różne trendy czy rodzaje gier przenikają siebie nawzajem i każde czerpie dla siebie to co najlepsze z korzyścią dla graczy.

        >Tutaj jest bardzo porządna dawka eurowej interakcji.

        No właśnie, jest to porcja interakcji, której zdecydowanie jest dla mnie za mało. Być może właśnie dlatego nie przepadam za tego typu grami. Ograniczenie surowców czy liczba slotów w danym budynku to jedynie kolejne zmienne w równaniach, które trzeba uwzględnić optymalizując swoją grę. Czemu nie można zlikwidować jakiegoś pracownika, podkraść surowce, zablokować całkowicie produkcję w wybranym budynku/lokacji, zburzyć komuś stodołę, otruć bydło, podpalić plony, pójść na solo z widłami. Wiem, wiem ponosi mnie fantazja, ale to by nawet idealnie odzwierciedlało stosunki w średniowiecznej chłopskiej wsi (nie mówiąc już o naszym polskim klasyku Kargul i Pawlak). Sposobów na interakcje, zwłaszcza tą negatywną jest wiele. I właśnie nawet takie Age of Empires ma w sobie element walki, który pozwala eliminować jednostki przeciwnika (fakt że ten element gry wspiera raczej area control a nie worker placement, ale zawsze). Taka „Kolejka” – też może nie najlepszy przykład – bo to nie jest klasyczna gra euro – nie ma tam zdobywania PZtów, ale ile frajdy daje prawdziwe przepychanie się – właśnie to jest idealny przykład jak mechanika wspiera klimat utarczek w mięsnym za salcesonem.

        W każdym razie dzięki za odpowiedź. Jest ona niejako uzupełnieniem recenzji Fields od Arle jaką daliście w Gradaniu. Pozwoli mi to bardziej zrozumieć Wasz punkt widzenia na klimat. Nie mniej jednak, jeśli dla pewnej przeciwwagi dalibyście radę czasem recenzować tytuły sytuowane po drugiej stronie lustra niż Fields of Arle było by cudownie (ostatnim takim tytułem był Kemet).

        • Windziarz

          Staramy się recenzować wszystko co możemy i mam nadzieję, że gry z wyraźnym klimatem się pojawią niedługo. Rozumiem całkowicie Twój punkt widzenia dotyczący interakcji. Też byłbym za paleniem, szabrowaniem, wyłączaniem, tylko to chyba nie ta kategoria gry. W każdym razie dzięki za potężną dawkę dobrej lektury do czytania.

  • Galthran

    Na początek chcę zaznaczyć, że Wasz podcast cenie sobie najbardziej, jeśli chodzi o polskie podwórko i mówię tutaj o recenzjach ogólnie biorąc pod uwagę wszystkie media. Po prostu według mnie nie macie w naszym kraju konkurencji. Składa się na to zarówno rzetelność, która wręcz bije z każdego odcinka, sposób prowadzenia audycji – na luzie z humorem, ale nie jakimś wymuszonym czy nachalnym i co bardzo ważne, a o co w naszym kraju trudno, klimaciarz może was słuchać i coś dla siebie wyciągnąć, bo klimat jest istotną częścią każdej recenzji. Przyzwyczailiście mnie do tak wysokich standardów, że w przypadku tego odcinka, różnica była na tyle zauważalna, że postanowiłem to jakoś zasygnalizować.

    Z oceną klimatu to popłynęliście i to mocno:P Toż to suchar taki, że piasek pustynny się ze słuchawek sypał, jak tylko tego słuchałem 😛 Oczywiście o ocenie gry nie będę dyskutował, rozumiem dlaczego może się ta gra podobać miłośnikom gatunku, ale jedyny klimat jaki tam jest to klimat komórek excela 😛 , co zawsze podkreślaliście w swoich recenzjach przy tego typu grach choćby nie wiem jak dobre były, a co osobiście bardzo cenię.

    Ogólnie nie przypominam sobie tak euforycznej waszej recenzji. Po raz pierwszy naprawdę zabrakło mocno i bardzo wyraźnie głosu Kwiatosza. Żeby nie było, brakuje go oczywiście w każdym odcinku, ale do tej pory, dało się to jakoś przełknąć. Jednak w takich tytułach niezbędna jest przeciwwaga jakiegoś klimaciarza, który podjąłby polemikę i trochę wytłumił ten entuzjazm. Naprawdę dzisiejsza recenzja zagorzałego klimaciarza mocno bije po uszach, a mówię to przez pryzmat wszystkich odcinków, w tym takich sucharów jak Bora Bora, La Isla, czy Madeira – czyli gier nadal z klimatem w żaden sposób nie związanych, ale słuchało się Was jak zawsze świetnie. Dzisiaj to jakoś siadło, chyba zbyt „na gorąco” podeszliście do tematu.

    No offence, co złego to nie ja 🙂

    Kwiatoszu wracaj i ogarnij trochę towarzystwo 😛

    P.S. Kiedy możemy się spodziewać, jakiegoś fajnego mega klimatycznego tytułu dla przeciwwagi? 😛

    • Windziarz

      Na gorąco, chyba nie. Od ponad kilku miesięcy jest grana i w moim przypadku naprawdę chciałem się upewnić, że nie wpadłem w jakiś odmęt mojego mózgu, który chwali Rosenberga.

  • kwiatosz

    FoA grałem 2 razy, coś mogę na ten temat powiedzieć. Od razu zapowiadam, że nieco klimatu bronić będę. Owszem, to nie jest tak, że człowiek czuje jak pot mu płynie po plecach gdy groblę przesuwa, nie słyszy też beczenia strzyżonej owcy. Ale absolutnie nie można powiedzieć, że jest to absolutne zero klimatu, mamy tu bowiem bardzo racjonalne powiązanie tematyki z mechaniką. Zamki Burgundii to jest absolutne zero klimatu – bo tam nic nie ma sensu z fabularnego punktu widzenia, a tutaj do robienia desek używamy stolarni, do robienia futra używamy zwierzęcia i tak dalej. Podbudowa tematu dla mechanik jest bardzo silna i ją wspiera. Jednakże! Nie należy do tej gry siadać z nastawieniem: hej, mam ochotę sobie porżnąć, a tu są deski. To dalej jest euro sucharek, niemniej splecenie tematu z mechaniką jest tip top. Jest to zupełnie co innego niż wczucie się w wydarzenia i świat, czego tutaj absolutnie nie ma.

    Ja grając odczuwałem, że blokując pole albo tracąc pole wywieram dość spory wpływ na punkty przeciwnika. Ale właśnie – na punkty. To dalej jest takie ustawianie drewienek żeby kartoniki zamieniły się w pezety z najwyższą możliwą efektywnością. Ruchy przeciwnika w wyraźny sposób mogą ściąć nasz wynik o 1/3 czy połowę w porównaniu do optymalnej ścieżki podczas grania samemu (dlatego warianty solo takich gier mają jakiś automat albo wyższe cele).

    Nie mogę powiedzieć, że po tych dwóch partiach trzecią zagrałbym świadomie, to jest jednak bardzo dużo do ogarnięcia i zbalansowania pomagania sobie i przeszkadzania przeciwnikowi. Całkiem przyjemnie grało mi się te partie, ale oczywiście ode mnie byłoby to 0, bo nie wyobrażam sobie grania w to z większą ochotą niż na przykład w Labirynt od GMT. Jak ktoś wyciągnie, a konkurencja byłaby nikła, to pewnie bym zagrał, nie traktowałem tego jak straty czasu. Ale nie jest to kandydat do kupienia. Mówiłbym w recenzji o konieczności lubienia sucharków, także o braku jakkolwiek odczuwanego powiewu obornika podczas siania wrzosów, ale dobrego powiązania tematycznego akcji z ich mechanicznym rozstrzyganiem bym bronił. Jak ktoś lubi grać Agricolę na dwie osoby to FoA jest dla niego bardzo dobrym następnym krokiem.

    • Galthran

      Podejrzewałem, że właśnie będziesz miał taka opinię 🙂 Dzięki za uzupełnienie recenzji.

  • A ja tylko powiem do Gradania i Gradaniowych słuchaczy – serce rośnie jak widzę taką ciekawą, kulturalną i merytoryczną dyskusję w komentarzach 🙂 Znakomite uzupełnienie recenzji 🙂 (Fields of Arle muszą zagrać, ale ciężko wysupłać tyle kasy na dwuosobówkę)

    • Dellas

      Szkopuł polega na tym, aby pięknie się różnić. W końcu gry planszowe mają łączyć ludzi a nie ich dzielić.

  • Bea

    A miałam jej nie kupować :/. Jak długo toto się rozkłada i składa i czy warto kupić jak się ma Cavernę?

    • Windziarz

      Dla mnie to są dwa różne tytuły. Tutaj jest dużo niższe ciśnienie i w myśl będę grał głównie w dwie osoby, to FOA > Caverna. Czas rozkładania, około 15 – 20 minut trzeba poświęcić, aczkolwiek ja komplety startowe gracza mam w odrębnych woreczkach i to znacznie przyspiesza setup gry.