Dla podsumowania gry dla każdego z nas ważna jest tak naprawdę jedna rzecz – czy mamy ochotę w recenzowany tytuł grać lub go posiadać. To odzwierciedla używana przez nas skala binarna – albo 1, czyli „chcę w to grać lub posiadać”, albo 0, czyli „nie chcę w to grać lub tego posiadać”. Cała reszta, czyli odcienie „siły chcenia”, plusy, minusy, ocena realizacji konkretnych aspektów gry – to omawiamy w podcaście. Z tego powodu nie podajemy naszych ocen we wpisie dotyczącym danej gry – oderwane od argumentów, przemyśleń i naszych wrażeń z rozgrywki nic nie znaczą, dopiero w zestawieniu z całym nagraniem, z większą całością, nabierają takiego znaczenia, jakie chcemy żeby trafiało w eter.

Ciuniek:
Parę lat temu usiadłem do Carcassonne na jakimś konwencie, a potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko. A kiedy przestało się toczyć, zatrzymało się w okolicy eurogier wszelakich, wyposażonych w zajmującą mechanikę. „Klimat” w grach? Słyszałem, że podobno istnieje, jednak mi do szczęścia nie jest potrzebny.

Windziarz:
W planszówki gram od niedawna, ale intensywnie nadrabiam stracony czas. Lubię gry z negatywną interakcją – im więcej tym lepiej. Mam dwie zasady gdy gram. Pierwsza brzmi – po grze nadal jesteśmy kolegami, nawet jeśli w trakcie niekoniecznie. Druga – pionek stół. Tę ostatnio nagminnie łamię.

Kwiatosz (mimo że na tej platformie już widywany, to jednak notek biograficznych nigdy za wiele ;) ):
Jestem zwolennikiem gier, w których osobowość gracza wywiera wpływ na rozgrywkę, gry są dla mnie raczej okazją towarzyską. Jestem przeciwwagą dla nadreprezentacji eurosucharzystów w zespole, klimat jest tym czynnikiem, który z drewna i tektury tworzy przygodę. Mimo to nie uważam, żeby trudności w poradzeniu sobie z wpływem czynnika losowego na wygraną czyniły człowieka gorszym. Niedługo stuknie mi ósmy rok, w którym z powodu wydatków na planszówki staram się dojadać u znajomych.