Gringo

Początkowo był plan nagrać Gringo w odcinku składającym się z kilku mniejszych recenzji – w trakcie nagrywania jednak okazało się, że ta gra wyzwala głębsze pokłady przemyśleń i wypełnia cały odcinek 🙂

Dzisiaj prezentacji wideo nie ma, ponieważ w zasadzie nie było jej z czego robić, zamiast tego jedna fotka pokazująca wszystkie elementy, a o zasadach samej gry mówimy w nagraniu.

Za tydzień będzie obiecana recenzja kosmicznej gry z mnożnikiem – pewien wydawca rozważa jej wydanie, może nasze zdanie pomoże mu podjąć decyzję 😉 Tak czy siak – zapraszamy na dzisiejszy odcinek 🙂

 

Fota poglądowa:

gringo

 

Recenzja:

Gradanie ZnadPlanszy #8 – Gringo by Gradanie on Mixcloud (wersja do pobrania)

  • kwiatosz

    Właśnie się zorientowałem, że wyniki konkursu poleciały w montażu, przepraszamy.
    Sierotka losująca wyciągała łapki jak następuje:
    kalendarz: Kasia o mailu zaczynającym się kras…
    torba: Paweł B.
    kalendarz+torba: UncleLion

    Zapraszamy do kontaktu mailowego celem ustalenia sposobu przekazania fantów 🙂

    W losowaniu szans nie miał BigM, ale jego odpowiedzi nas rozbawiły, dlatego ogłaszam wszem i wobec, że moralnie też może się czuć wylosowany 😉

    • UncleLion

      @ PawełB: ostaliśmy puszczeni z torbami:)

      • PawełB

        W zasadzie nie ma nic przeciwko 😉

  • Filip Miłuński

    Windziarz argument „nie kupujcie tej gry można ją zrobić z taliii kart” jest dokładnie tym samym co stwierdzenie, „nie płać za film możesz go sobie ściagnąć z torrentów”. Naprawdę wchodząc w rolę recenzenta jakiegokolwiek rodzaju dóbr intelektualnych nie powinno się lekceważyć tak całkowicie wartości praw autorskich! Całkowicie abstrahując od tego jak się ocenia sam produkt, bo to jest święte prawo recenzenta.

    • Windziarz

      Filipie – nie zgodzę się z Twoim porównaniem do ściągania filmów z torrentów. Z tego co wiem w świecie planszówkowym nie istnieje pojęcie praw autorskich. Jeśli wymyśliłeś mechanikę gry, zasady etc. to jakikolwiek inny „designer” może ją wykorzystać w swojej grze zmieniając np. tylko temat gry. W produkcjach filmowych prawa autorskie są i ich łamanie jest karane. Jeśli uważnie słuchałeś uważam, że gra oparta na blefie, która wykorzystuje 4 żetony (3 takie same, jeden inny) i znaczniki punktacji może być zrobiona w domu z jakichkolwiek materiałów. Gdy wezmę kości do gry i puste kubki z kredensu i będę grał w blef kościany, to czy Twoim zdaniem kradnę komuś „Liar’s Dice”?

      • scheherazadeZnadPlanszy

        Talia kart to żadna atrakcja. Talią kart to ja mogę w remika, brydża, pokera itd zagrać. Poza tym tak jak pisałam w recenzji Gringo – świetnym pomysłem było wprowadzenie polecanki przez pana Cejrowskiego. Gra ma szansę dotrzeć do wielu ludzi nie znających gier. Żaden ekspert od gier planszowych nie będzie w stanie osiągnąć tego co znana postać.

        • clorox

          Gringo to marketingowa wydmuszka, pięknie opakowana i podpisana kontrowersyjnym nazwiskiem. Bardziej by się ta gra sprawdzała jako reklamówka wydawnictwa rozdawana na konwentach itp. bo w tej cenie można kupić dwie talie „Listu miłosnego”, który jest grą o wiele lepszą.

          • scheherazadeZnadPlanszy

            Wiesz, wielu ludziom Gringo się podoba, a znam takich którzy Listu miłosnego nie trawią. Każdy ma własne gusta. Poza tym wolę taki marketing jak ma Gringo, niż marketing polegający na sprzedawaniu gier w 90% wypełnionych powietrzem.

          • clorox

            Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale porównując stosunek zawartość/cena gringo jest wydmuszką w porównaniu nie tylko do „Listu miłosnego”.

          • scheherazadeZnadPlanszy

            Porównujesz cenę 14 cienkich kart z grubą tekturą elementów i pudełka? Skąd wiesz ile kosztowała licencja w obu przypadkach? Gringo vel Skull&Roses we Francji zdobyło tytuł gry roku 2011, Love letter ma szansę na taki? A jaki masz patent na świetny marketing dzięki któremu gry planszowe wyjdą z niszy? Ilu ludzi potrafiłeś zachęcić do grania a nawet kupna gry?

          • clorox

            Tak. Porównuję. Bo ta tektura nie jest w żaden inny sposób poza marketingowym pompowaniem uzasadniona. „Gringo” mogło by być spokojnie wydane w wersji 16 cienkich kart (dla czterech graczy) w cenie „Listu miłosnego” i wtedy słowa bym nie pisnął, ani nie próbował robić „samojebki”. Jakoś przy grafikach i cenie „Listu miłosnego” do głowy nawet mi to nie przyszło. Co do honorów, to po pierwsze Pan Hervé Marly (projektant Skull&Roses) jest francuzem i ciekawe czemu gra dostała tytuł właśnie we Francji, a po drugie jak na razie w rankingu BGG „List miłosny” jest w pierwszej setce Board Game Rank (ma 356 fanów) , a „Gringo” na miejscu 788 (ma fanów 34)… Wypowiadam się ze strony konsumenta świadomego, że ponieważ gry planszowe właśnie wychodzą z niszy w naszym kraju, wszystko się sprzeda. (cytując klasyka „ciemny lud to kupi”)

          • scheherazadeZnadPlanszy

            Gringo nie jest grą dla geeków a to właśnie ci przede wszystkim korzystają z BGG, mało miarodajne porównanie, co innego jakbyś dysponował wynikami sprzedaży. Dla mnie Gringo pozostaje fajną grą rodzinną i solidnie wykonaną (chwała, że nie została wydana w formie kart). I niech będzie w Twojej opinii grą dla ciemnego ludu – muszę się w takim razie takim ciemnym ludem poczuć.

          • clorox

            No tak. „List miłosny” jest mega ciężkim eurosem tylko dla geeków z BGG…

            Nie uważam, że „Gringo” jest złe tylko, że wydawca mógłby mieć większą korzyść wydając ten tytuł w niższej cenie kosztem grubości kart i powietrza w pudełku.

            PS: Zaglądam czasem na BGG czyli jestem już geekiem? Suuuuuppppeeeeerrrrr… Może niedługo będzie do tego nobilitowało czytanie „ZnadPlanszy”.

          • kwiatosz

            Ja w sumie nie wiem czy wolę Gringo czy LL – obie gry są wg mnie bardzo dobre. Nazwisko Cejrowskiego mam wrażenie jest kontrowersyjne w kontekście polityki, natomiast jako podróżnik raczej kontrowersji chyba nie budzi? Generalnie przy grze za 25zł roztrząsanie „kupię za to dwie kopie czegoś innego” dobrze pokazuje, jak dobrych planszówkowo czasów dożyliśmy 😉

            Ja kupiłem LL za 40zł, ale też nie żałuję jeśli to kogoś interesuje 😉 Nie zgodzę się natomiast, że Gringo jest marketingową wydmuszką – działa i jest solidne – czego nie można powiedzieć o pewnie z 80% gier wychodzących co roku na świecie.

          • clorox

            Stać Cię na LL za 40zł – kupuj. W końcu hobby zobowiązuje 😉 Tyle coś jest warte za ile się sprzeda. Cenę zweryfikują klienci głosując portfelami.

            PS: O to „Gringo” już kosztuje 25zł? Szybko cena spadła. Oby się dalej dobrze sprzedawało.

          • kwiatosz

            Jak ja LL kupowałem to nie było polskiego wydania, więc snobować się przepłacaniem mogę dopiero od niedawna. A w sumie teraz nie sprawdzałem Gringo, jak kupowałem premierowo to Empik po tyle sprzedawał. Aż tak szalony, żeby kupować więcej niż jedną kopię gry, to nawet ja nie jestem, więc jeżeli teraz jest droższe to ja tego nie wiem, bo nie mam motywacji sprawdzać 😉

          • clorox

            A ja lubię rozdawać LM znajomym w prezencie. Taki mój wkład w popularyzacje planszówek 😉

      • Filip Miłuński

        Oczywiście, że istnieje pojęcie praw autorskich w świecie planszówek! Tyle, że prawo jest kulawe w tej kwestii bo nie potrafi chronić mechaniki gry, a jedynie grafikę i tekst instrukcji co tworzy lukę pozwalającą okradać projektantów i wydawców z efektów ich pracy. Co nie zmienia faktu, że to jest okradanie, tylko taki jego rodzaj przed którym nie chroni prawo.

        Nie kradniesz Liar’s Dice bo prawa autorskie do tej konkretnej gry wygasły i są własnością publiczną jak np. dzieła Szekspira.

        Jak kupujesz dobrą grę to za co płacisz Windziarzu? Za drewno i karton? Czy może raczej za doświadczenie grania jakie umożliwia ci posiadanie tego drewna i kartonu?

        Ja rozumiem że ludzie robią samoróbki i mnie to nie boli. Jest nieszkodliwe bo naprawdę mało komu chce się to robić. Natomiast fakt, że bedąc w roli recenzenta namawiasz do tego i oceniasz produkt negatywnie jako argument podając że można sobie to zrobić samemu w domu jest dla mnie bulwersujący. Fakt, że nie rozumiesz na czym polega problem natomiast mnie załamuje nieco.

        • Windziarz

          Rozumiem o co Ci chodzi. Nie musisz czuć się załamany.

        • Ink

          Filip: Rozumiem Twoje spojrzenie na ochronę mechaniki gry. Chociaż nie jestem projektantem planszówek, ale też żyję z branży, w której wartość produktu często opiera się na algorytmach i rozwiązaniach mechanicznych, a nie na wykonaniu. Tym niemniej mam świadomość, że brak kategorycznych rozwiązań prawnych w kwestii ich ochrony wynika ze znacznie poważniejszych przyczyn, wykraczających poza pole produkowania rozrywki, dlatego nie posuwam się do jednoznacznego krytykowania aktualnego stanu.